Tunezja jaśminem pachnąca:)

5.0
głosów: 3
Twoja ocena: Zaloguj się

Tunezja....choć niewielka posiada wiele fascynujacych twarzy : kurorty turystyczne, pustynia, wykute w skałach wioski Berberów, oazy.....

Relacja z wycieczki

Dotrzeć na lotnisko w Warszawie w pewnych określonych godzinach , wcale nie jest tak łatwo , jakby pozornie wydawać się mogło.

Gigantyczne korki paraliżują  ulice.

Ponieważ jednak bestyjka ze mnie przezorna i zapas czasowy mieć lubię, dojeżdżam akurat w sam raz .

Odprawiamy bagaże i siebie też , po czym ruszamy do sklepów bezcłowych.

Tam tradycyjnie , jak zwykle - porażka:)

Startujemy o czasie .Mamy okazję pogadać z turystami , którzy właśnie z Tunezji wracają do Polski , gdyż lecimy najpierw do Katowic by ich wysadzić.

Część ludzi wysiadła w Warszawie, my dosiedliśmy , polecieliśmy do Katowic , tam wysiedli ostatni ludzie a dosiedli nowi i dalej już prosto do Tunezji.

W Katowicach trochę nam się zeszło , gdyż samolot tankował i  musieliśmy poczekać.

Na pokładzie zaserwowano nam catering ( ryż zapiekany z warzywami , mięsem mielonym i serem żółtym oraz napoje i ciasteczka)

Biuro podróży , z którym lecieliśmy wszystko ma dość dobrze zorganizowane i przewóz do hoteli odbywa się bardzo sprawnie.

Hotel jak na klasę turystyczną jest całkiem , całkiem i robi  przyzwoite wrażenie. Pokój mamy na piętrze , w stosunkowo spokojnym miejscu.

Taras wychodzi na ulice Hammametu ale zgiełku żadnego nie słychać.

Mieszkamy w nowej , turystycznej dzielnicy - Yasmine .

Są tu właściwie same hotele najróżniejszej klasy , restauracje , kawiarnie , nocne kluby , sklepy.....wszystko dostosowane do potrzeb turystów.

Zostawiamy bagaże i ruszamy na przeszpiegi , obejrzeć hotel i okolicę. 

Tuż przy hotelu mamy park rozrywki oraz nową medinę , którą oglądamy  jeszcze tego samego dnia. Jest naprawdę imponująca.

Wracamy tylko na chwilkę na kolację - w restauracji robi na nas wrażenie sufit z łukami niczym w starym zamku. Jedzenia sporo , więc próbujemy wszystkiego po trochu by wiedzieć na przyszłość co najbardziej podchodzi pod nasz gust.

Witamy się z niezbyt spokojnym morzem Śródziemnym. Ulice jeszcze w miarę puste , nieprzepełnione ale za kilka tygodni to się zapewne zmieni. Znajdujemy w koncu automat telefoniczny i

można poplociuchować z Polską. Rozmowy z komórek są kilkakrotnie droższe , z hotelu do tanich też nie należą. Najbardziej korzystna opcja to właśnie automaty na mieście.

Ukryte są skrzętnie , do tego w miejscach , w których normalny człowiek automatu by nie postawił. No ale cóż to , tam wszystko jest inne.

Skrzynki pocztowe równie skrzętnie poukrywane ale zawsze kartki w recepcji można zostawić skąd obsługa je wyśle.

Kiedy dojdą to już zupełnie inna bajka ale zdecydowanie niezbyt szybko:)

Tunezyjczycy mają świetną pamięć do wszystkiego , do imion także.

Tym sposobem wszyscy nas po drodze pozdrawiają. Raz zaszłyśmy do jakiegoś sklepu i tam sprzedawca usłyszał jak się do siebie zwracamy? Usłyszał , zapamiętał i za każdym razem wołał potem jeden z drugim za nami : Cześc Edyta!

Cześć Monika! Ile razy dziennie byśmy nie przechodziły , tyle razy machał i witał się z  nami. Ludzie są bardzo przyjacielscy , chętnie nawiązują rozmowy , skorzy do pomocy. Naprawdę mili:)

Zachwycamy się pięknym deptakiem tuż przy morzu .Po drugiej stronie ulicy luksusowe hotele i sklepy.

 

Dzień 3 i 4

Trzeciego dnia wyjeżdzamy podziwiać różne oblicza Tunezji .

Po drodze zajeżdżamy do El Jem zwiedzić fantastyczny amfiteatr rzymski , trzeci co do wielkości po Rzymie i Kapui.

Och tak , zdecydowanie jestem w odpowiednim miejscu.

Koloseum robi niesamowite wrażenie, niemal przytłacza człowieka swoją wielkością i nawet obecnie całkiem przyzwoitą akustyką.

Następnie udajemy się do wioski żyjących w jaskiniach Berberów.

W skałach wykuwają pomieszczenia w których śpią , gotują a wchodzi się do nich z jakby małego podwóreczka z widokiem na niebo zamiast sufitu.

Ciekawie bardzo to wygląda , choć na nasze oko to już w czasach obecnych bardziej skansen niż forma życia.

Częstują nas tam pieczonymi plackami , które moczymy w oliwie z miodem oraz herbatą.

Dalej ruszamy na malownicze wzgórza Matmaty , które swoim niezwykłym urokiem oczarowują nas od pierwszego spojrzenia. 

Ich szczyty pieszczą cienie przepływające bez pośpiechu gdy chmury przesłonią słońce. Można tam siedzieć godzinami , ciesząc oczy tym niezwykłym widokiem.

Zdjęcia nawet w kilku procentach nie oddają panującego tam piękna.

Na obiad udajemy się do skalnego hotelu , wyglądającego identycznie jak wykute w skałach domy Berberów. Tutaj mieszkała sobie ponoć ekipa kręcąca ,,Gwiezdne wojny" . Na ścianach wiszą nawet pamiątkowe zdjęcia.

Karmią nas surówką do której podają pokrojone bagietki , w których lubują się niezmiernie , kuskus z mięsem i warzywami ( mistrzostwo świata) , ciasteczkami z figami i niezwykle słodką i smaczną miętową herbatką z listkiem mięty.

Nasyceni i zadowoleni ruszamy do Douz , które to nazywane jest wrotami Sahary , gdzie na grzbietach wielbłądów ruszamy na przejażdżkę po pustyni.

Miałam pewne obawy przed wdrapaniem sie na grzbiet wielbłąda , obserwując jak on wstaje. Otóż dość gwałtownie kiwa się do przodu a potem do tyłu co wywołało u mnie pewność niemal , że jak nie pierdyknę przez łeb to jak kłoda polecę do tyłu:)

Strach ma wielkie oczy , nic takiego miejsca nie miało a jazda okazała się niezwykle przyjemnym przeżyciem:)

Na nocleg kwaterują nas w pobliskim hotelu , który robi na nas bardzo dobre wrażenie. Jeśli oglądaliście kiedyś filmy w których pokazywali zapomniane zamki gdzieś , gdzieś na pustyni to on z zewnątrz właśnie sprawiał takie wrażenie.

Wewnątrz bardzo przyjemny , zadbany , z wyśmienitą obsługą , pysznym jedzonkiem oraz fajnymi basenami , w tym jeden z podgrzewaną wodą.

Natykamy się na ekipę ,,dzień dobry tvn" , która kręciła w okolicy program a nocleg miała spedzić razem z nami.

Aż szkoda było kłaść się spać co jednak prędzej czy później nastąpić musiało , z racji pobudki dnia następnego , która miała nastąpić baaaaardzo wcześnie bo o 4 rano:)

 

Wstajemy o 4 rano , szykujemy , zbieramy rzeczy i pół godziny później jesteśmy już na pysznym śniadanku. W tym hotelu karmią naprawdę wyśmienicie. Dla łasuchów to istny raj:) Polubiłam dżem z owoców kaktusa czyli opuncji z dodatkiem fig - rewelacyjny:) Żrę bez umiaru:) A co tam:)

O 5 rano jesteśmy już w autokarze i ruszamy do Chott El Jerid - słonego jeziora.

Widok niemal powala na kolana. Cała , ogromna przestrzeń jeziora pokryta solą. Tu i tam  niecki z różowa wodą. Słońce , które niedawno co wzeszło dodaje temu wszystkiemu niezwykłego wręcz uroku.

Po nacieszeniu oczu tym niezwykłym widokiem , wracamy do autokaru , który dowozi nas w miejsce , w którym przesiadamy się w dorożki.

Dojeżdżamy nimi do oazy , bogatej w najróżniejszą roślinność.

Podziwiamy ponad 70 letniego dziadka , który ze zręcznością małpy wspina się na palmę i wyczynia na górze najróżniejsze akrobacje. Jest fantastycznie komiczny i sympatyczny. Można spróbować swoich sił w takiej właśnie wspinaczce , przy czym okazuje się , że wejście nie jest problemem. Problemem jest zejście:)

Po tych atrakcjach przesiadamy się w czekające już na nas jeepy.No i wtedy dopiero kochani zaczyna się dobra zabawa: szalejemy zdrowo , zjeżdzamy z wysokich wydm , pędzimy na złamanie karku, chwilami brykamy w powietrzu , czując świetnie żołądek gdzieś w gardle.....tak czy siak jest rewelacyjnie.

Jedyne nad czym musiałam uważać to by nie popodbijać sobie oczu aparatem fotograficznym :):):)

Zwiedzamy miasteczko w których kręcone były ,,Gwiezdne wojny" a ja obiecuję sobie obejrzeć ten film jeszcze raz.

Po przejechaniu mnóstwa górskich serpentyn Atlasu Saharyjskiego , oczom naszym ukazuje się z góry wspaniały kanion.

Wracając napawam oczy niecodziennym jak dla mnie widokiem: jadąc po Polsce widzimy często pasące sie krowy , konie a tam .....oczywiście wielbłądy:)

Przed obiadem zaliczamy jeszcze przepiękną górską oazę Chebika .To raj dla fotografów:)

W drodze powrotnej do Hammametu przystajemy w Kirouan - świętym mieście  islamu by zerknąć na najstarszy meczet , dostojny i wyglądem przypominający warownię.

Na koniec kupujemy od ulicznego sprzedawcy prażone w słodkiej polewie , smakowicie pachnące orzeszki , którymi zajadamy się w autokarze.

W pewnym momencie przychodzi nawet refleksja , że mogę je ostro odpokutować ale na szczęście do niczego podobnego nie dochodzi.

Jeśli ktokolwiek z Was myślał , że taniec brzucha jest łatwy , to ja go pragnę z tego błędu wyprowadzić:)

Otóż wiem dobrze , od źródła ( czyli od siebie) bo pewnie sobą bym nie była , gdybym nie spróbowała.

Oszczędzę Wam opisu , bo nadmiar śmiechu wskazany jednak nie jest.

Jeszcze jakaś czkawka może się przyplątać albo co:)

Niech Wam wystarczy , że próbowałam i żeby to wyglądało całkiem przyzwoicie to trochę pracy w to włożyć jednak by należało:):):)

Także kolejny dzień pobytu w Tunezji spędziliśmy spokojniej niż zwykle i bez dalekich szwędałek.

Pierwsza połowa dnia nad basenem hotelowym , na leżaczkach lub w wodzie a w tle super muzyczka. Na dworzu nie za gorąco i nie za zimno , lecz w sam raz , więc mogę się tak trochę poleniuchować. Bar o dwa kroki w bok , więc w razie nagłego pragnienia po napoje można skoczyć. Jest dobrze:)

Później ruszamy na zakupy. Nieuchronnie zbliża się czas powrotu do domu i trzeba pokupować jakieś upominki.

Co można kupić w Tunezji? Niedrogie i dość ciekawe są wyroby ze skóry : torebki , paski , portfele.Trzeba jednak dokładnie oglądać produkty , które chcemy zakupić , gdyż mogą być bardzo tandetnie wykończone.

Dla kobiet fajną sprawą jest płyn z kwiatu pomarańczy , który świetnie wpływa na cerę. Do tego najróżniejsze olejki do masażu , szisze , wyroby z drzewa oliwkowego , egzotyczne stroje , naczynia , szkło, wyroby z mosiądzu oraz cała masa pierdoł , potocznie pamiątkami zwanymi:)

Tunezyjskie słodycze fantazyjnie zapakowane choć słodkie niczym ulepek , dla dzieci mogą być atrakcyjne. Wódka z fig ( boukha) albo likierek też dobrze zapakować do walichy:)

Do tego przepyszne daktyle - prawdziwe delicje:)

Po obiedzie , robimy wypad do starej części Hammametu .

Docieramy tam nie taksówką , tylko jak na nas przystało autobusem komunikacji miejskiej. Podróż ciekawa: my trzy białasy w autobusie a wokół pełno Tunezyjek i Tunyzejczyków gapiących się na nas z zainteresowaniem:)

Turyści częściej jeżdżą taksówkami ale autobusów całkiem nie skreślają.

Tubylcy bardzo przyjaźni , skorzy do rozmów , bardzo zainteresowani nasza innością oraz tym skąd pochodzimy.

Jazda ta dostarczyła nam sporo nowych doświadczeń i emocji.

Wsiada się wyłącznie tylnymi drzwiami. Tam kupuje się bilet a jego cena jest uzależniona od tego gdzie się jedzie:)

Potem należy trzymać się porządnie , gdyż kierowca jedzie z wielką fantazją:)

Wysiada się przednimi drzwiami , więc odpowiednio wcześnie należy się tam przepychać. Gdyby jednak okazało się to niemożliwe z powodu wielkiego tłoku , dopuszczalna jest wysiadka drzwiami środkowymi , przy czym trzeba to zasygnalizować , waląc porządnie ręką w skrzynię nad drzwiami. Jak kierowca usłyszy to wysiądziecie a jak nie to nie:)

Stara część Hammametu zasadniczo różni sie od dzielnicy turystycznej Yasmine , w której mieszkamy. Tu toczy sie normalne życie , co obserwujemy z zainteresowaniem.

Stara medina jest wspaniała. Wygląda jak twierdza.

Wewnątrz natomiast gąszcz wąskich uliczek z kupcami .

Wspaniałe miejsce i z klimatem:)

 

 

Szóstego dnia pobytu w Tunezji , raniutko bo tuż po śniadanku ruszamy do stolicy , czyli Tunisu i Kartaginy z której pochodził Hanibal  (Obecnie jest ona już właściwie dzielnicą Tunisu ) oraz Sidi Bou Said.

Jako , że o historii ( szczególnie starożytnej) poczytać lubię , wycieczka bardzo interesująca , obfitująca także w przepiękne widoki.

Przygodę tą zaczynamy od wzgórza Byrsa , z którego rozciąga się przepiękny widok na okolicę. Jest to legendarne miejsce osiedlenia się Dydony a kobieta to była nie dość , że piękna to jeszcze głowę na karku posiadała i facetom w balona zrobić się nie dała;)

Do Narodowego Muzeum Archeologicznego , które tam jest , nie możemy wejść z powodu strajku. Pracownicy żądają podwyżek. Przez ogrodzenie bardzo chętnie z nami rozmawiają i tłumaczą o co w tym wszystkim chodzi.

Następnie udajemy się do term Antoniusza zbudowanych w latach 145- 165 n.e.

Robią spore wrażenie , mimo , że zostały z nich tylko ruiny.

Obok na wzgórzu jest pałac  prezydencki , którego jednak nie wolno fotografować.

Kartaginę zamieszkuje obecnie śmietanka Tunezji. Ziemia jest tam niesamowicie droga , więc domy  tam mają wyłącznie bogaci ludzie : prawnicy , lekarze , politycy.

Kolejne miejsce , które odwiedzamy robi na mnie wstrząsające wrażenie .To miejsce pochówku dzieci , które kiedyś , bardzo dawno temu ponoć składano w ofierze.

 

W drodze na lunch zatrzymujemy się na chwilę w porcie punickim.

Niegdyś ten port w Kartaginie mógł pomieścić 220 statków.

W chwili obecnej jest to jedynie malownicze bajorko.

Po obiadku w restauracji w Tunisie , której to świetność dawno już minęła ale mimo wszystko robi niczego sobie wrażenie ( wygląda jak pałac , pełna przepychu , z fantastycznymi żyrandolami i położeniem tuż nad brzegiem morza)  , jedziemy do Sidi Bou Said.

Nasza pani przewodnik porównała tą miejscowość  do naszego, polskiego Kazimierza Dolnego . Dlaczego? Bo to także miasteczko artystów , położone na wzgórzu .Przepiękne:) Wszystkie domki pomalowane są na biało a okiennice i drzwi na niebiesko. Przywlokłam sobie do domu  jako niezapominajkę miniaturkę takich drzwi , gdyż nie mogłam przestać się nimi zachwycać:)

 

Dzień 7

Wszystko na luzie . Celebrujemy sobie śniadanko - przez godzinkę.

Fajnie tak móc nie spieszyć się. Zajadam się serkiem homogenizowanym ze świeżymi truskawkami. Fantastyczne żarełko:)

Piję kawę bo bez niej ani rusz. To mój nieliczny nałóg , który co najgorsze , bardzo lubię i nie zamierzam się go pozbywać.

Pogoda dopisuje , więc ruszamy na spacerek po zadbanej części Hammametu - Yasmine. To dzielnica w której mieszkamy. Turystyczna zresztą.

Wkraczamy na nową medinę , gdyż na jej głównym placu są automaty telefoniczne a chcemy powiadomić najbliższych o której wracamy do Polski.

Robimy ostatnie zakupy , zastanawiając się czy nie przekroczymy dopuszczalnego wagowo limitu bagaży. Zawsze mamy z tym problem. Każdemu chociaż jakiś drobiażdżek chciałoby się przywieźć :)

Po obiedzie plażujemy nad morzem. Szum , nie ważne którego : Bałtyku , Śródziemnego , Kreteńskiego czy jakiegokolwiek innego niezmiennie próbuje mnie uspać. W Polsce po plaży chodzą sprzedawcy mający w ofercie piwo , ewentualnie prażoną kukurydzę czy lody a tam kosze pełne owoców.

Taka miła odmiana dla oczu:)

Jeden z nich kładzie mi na dłoni maleńkiego żółwika , który śmiesznie drapie mnie w skórę , próbując iść przed siebie.

Niezła forma zachęty do zakupu:)

Po kolacji spędzamy czas na wygodnych , kolorowych fotelach , z których dosłownie tylko dwa kroki do baru. Mają rewelacyjną kawkę z pianką oraz świeżo wyciskany sok z grejpfruta. Owoce  te są o niebo smaczniejsze , niż te dostępne u nas w sklepach. Mają mniej goryczki i są bardziej soczyste.

Na koniec dopychamy walizki kolanami , zamykamy i o 2 w nocy robimy wymarsz z hotelu. Odlatujemy wraz ze świtaniem.

Tunezja to piękny kraj , naprawdę wart zobaczenia . Może jeszcze kiedyś tam wrócę . Kto wie, kto wie?

 

 

Zdjęcia z wycieczki

Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Kartagina - termy Antoniusza., Edyta G.
Kartagina - termy Antoniusza., Edyta G.
Edyta G.
Edyta G.
Karmienie wielbłądka:), Edyta G.
Karmienie wielbłądka:), Edyta G.
Morze Śródziemne widziane z brzegu Hammametu., Edyta G.
Morze Śródziemne widziane z brzegu Hammametu., Edyta G.
W Hammamecie, Edyta G.
W Hammamecie, Edyta G.
W Hammamecie., Edyta G.
W Hammamecie., Edyta G.
W Hammamecie, Edyta G.
W Hammamecie, Edyta G.
Na Saharze., Edyta G.
Na Saharze., Edyta G.
Słone jezioro, Edyta G.
Słone jezioro, Edyta G.
Jeep safari., Edyta G.
Jeep safari., Edyta G.
Oaza górska - Chabika., Edyta G.
Oaza górska - Chabika., Edyta G.
Oaza górska - Chabika., Edyta G.
Oaza górska - Chabika., Edyta G.
Hotel Sandra Club w Hammamecie. , Edyta G.
Hotel Sandra Club w Hammamecie. , Edyta G.
Kartagina- termy Antoniusza., Edyta G.
Kartagina- termy Antoniusza., Edyta G.
Siedem nocy i dni pod tunezyjskim niebem:), Edyta G.
Siedem nocy i dni pod tunezyjskim niebem:), Edyta G.

Przebieg wycieczki na mapie

Podział na dni:
C
1
2
3
4
5
6
7
0
Dzień 1
Kliknij by zobaczyć trasę
Dzień 2
Kliknij by zobaczyć trasę
Dzień 3
Kliknij by zobaczyć trasę
Dzień 5
Kliknij by zobaczyć trasę
Dzień 6
Kliknij by zobaczyć trasę
Dzień 7
Kliknij by zobaczyć trasę
Poza harmonogramem
Kliknij by zobaczyć trasę
Tunezja jaśminem pachnąca:)
Czas trwania podróży w dniach: 7
Dodano: 2011-07-26 18:20:13

Zdjęcia z wycieczki

Tunezja jaśminem pachnąca:)
Tunezja jaśminem pachnąca:)
Przewiń do galerii

Odwiedzone miejsca

Monastir » Hammamet » Hammamet » El Jem , wioski berberyjskie w skałach, wzgórza Matmaty, Sahara » Chot el jerid, Sahara, Kairouan » Tunis , Kartagina oraz Sidi Bou Said » Hammamet » Hammamet

O autorze

Zdjęcie użytkownika Edyta G.

Edyta G.
Pokaż wszystkie wycieczki użytkownika

(1364 mil)
Wyślij wiadomość

Inne wycieczki Globtrotera

Pokaż więcej

Dodaj swój komentarz

Zarejestruj się by dodać komentarz
Email:
Hasło:

Nie masz jeszcze konta? Założ je za darmo!

  • » Dodawaj wycieczki i zachowaj swoje wsomnienia
  • » Dodawaj noclegi, firmy i zdobywaj nowych Klientów
  • » Dziel się artykułami o Polsce
  • » Poznawaj ludzi o podobnych zainteresowaniach

Newsletter

Zostaw swój email, a będziesz otrzymywać informacje o nowych wycieczkach w naszym serwisie.
Twój e-mail:
Twoje imię:
Nikomu nie dajemy Twojego maila!

Email:
Hasło:
Zaloguj się z Facebook